Fotograficzny felieton nr 1

Czy dzisiaj zdjęcia mają jeszcze jakąś wartość?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. I trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Zdjęcia mają wartość dokumentalną. Są pewnym wycinkiem czasów, w których żyjemy, a żyjemy w kulturze obrazów. Instagram, Facebook, Google+ i inne portale społecznościowe są fotograficznymi dziennikami wielu ludzi, którzy chcą ocalić od zapomnienia pewien fragment życia, krótką chwilę, która ma dla nich jakieś znaczenie. I może właśnie nie o samo zdjęcie chodzi, ale o tę wartość która jest na zdjęciu zapisana. Bo w końcu robimy zdjęcia i robimy zdjęcia, a to nie zawsze to samo. Nie każde zdjęcie z Instagrama trafi do galerii sztuki, ale to nie znaczy że nie ma żadnej wartości.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_01Przypomina mi się niedawna rozmowa na temat wina, którą miałem przyjemność przeprowadzić ze znajomym (wino to moja kolejna wielka pasja). Rozprawialiśmy o tym, dlaczego w ogóle kupujemy wina. Można powiedzieć, że kupujemy je do wypicia, ale w winie chodzi o coś więcej. Wino, przynajmniej moim zdaniem, służy do stworzenia miłej, swobodnej atmosfery. Ma umilić nam życie, sprawić że kolacja we wspaniałym towarzystwie będzie lepiej smakować. Ma być wspomnieniem tego czasu, w którym je piliśmy i było nam dobrze.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_02Dla mnie to niesamowite przeżycie otworzyć butelkę libańskiego Hochar Chateau Musar, którego dość długo szukałem, włączyć płytę Sketches of Spain Milesa Davisa albo coś libańskiego, żeby bardziej pasowało do wina Gastona Hochara, dajmy na to Soap Kills i przy dźwiękach Galbi, rozświetlonych subtelnym światłem świec rozkoszować się zapachem i smakiem wina z Doliny Bekaa. W tym momencie, tylko pozornie jestem w miejscu, w którym jestem. Tak naprawdę, jestem zupełnie gdzie indziej. Gdzieś pomiędzy pasmami żółto-zielono-rdzawej żyznej ziemi, obok pradawnej rzymskiej świątyni. To podróż astralna za pomocą klimatu, który w gruncie rzeczy tworzy się sam.

Kolejny kieliszek i jestem kawałek dalej, na przykurzonej ulicy miasta Baalbek, w starożytności będącym słynnym miejscem kultu boga słońca Baala. Czuję wiosenny zapach tego dusznego miasta, krzyki ulicznych sprzedawców namawiających mnie na świeże owoce i orzechy.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_04Dopijam kieliszek, zamykam oczy. Jestem w swoim mieszkaniu, z głośników sączy się kolejny utwór Soap Kills. Słyszę każdy dźwięk. Wino wyostrza zmysły, przynajmniej to pite w umiarkowanych ilościach. Uczy nas pewnej uważności.

I, oczywiście, możemy wypić taką samą butelkę wina, na szybko, bez specjalnej uwagi, potraktować ją jak zwykłą butelkę alkoholu, którego głównym zadaniem jest nas sponiewierać, a może się zdarzy że jeszcze urwie nam się film, czy też sformatuje karta pamięci i wtedy w ogóle nie będziemy mieli żadnych wspomnień. Niektórym może i jest z tym dobrze, w końcu wszystko zależy od podejścia. „Ja wybrałem coś innego” jak powiedział Mark Renton w „Trainspotting”. „Czemu? Tak sobie.”

Może i niezbyt ekonomiczne jest upijanie się do nieprzytomności winem, którego butelka kosztuje 150 zł. zwłaszcza jeśli mamy, tak zwaną, mocną głowę. W tym wypadku, pewnie lepiej jest kupić sobie butelkę wódki. Z całą pewnością będzie taniej, a efekt sponiewierania może nawet być efektywniejszy.

Myślę, że z fotografią sprawa ma się nieco podobnie. I nie ma w tym wypadku znaczenia, czy sami robimy zdjęcia, czy też płacimy fotografowi, żeby to on lub ona zrobili nam zdjęcia. Chodzi o klimat, który jest na zdjęciach. Kiedy oglądam zdjęcia z własnej przeszłości, mam przed sobą tylko prostokątny kawałek papieru fotograficznego, ale doznań pozawzrokowych całą masę. Pamiętam jak pachniała trawa na której uczyłem się kopać piłkę, charakterystyczny gumowy zapach elektrycznych samochodzików w Wesołym Miasteczku, pamiętam pot na rękach przed egzaminem maturalnym chociaż na zdjęciu próbowałem się uśmiechać. Pamiętam smak piwa po obronie pracy magisterskiej.

Tak to działa, przynajmniej u mnie.

A jak jest u Was?

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_03Przypuszczam, że ja nie pamiętałbym tego wszystkiego, gdyby nie zdjęcia. I to jest fajne. Gdyby nie było zdjęć, muzyki, win medytacyjnych i innych rzeczy, które sprawiają, że myślę pięknie o czasie, który był mi dany, nie miałbym uśmiechu zadowolonego z życia człowieka. I nie chodzi o to, że od razu trzeba biec do sklepu po butelkę toskańskiej Sassicaii Tenuta San Guido z 2007 roku, żeby poczuć klimat. Bez odpowiedniego podejścia, to i tak się nie uda. Słuchałem kiedyś ciekawego wywiadu ze znawcą wina, Michałem Bardelem, który mówił o tym, że ludzie często tłumaczą się, że nie kupują drogich win, ponieważ nie stać ich na nie. A on doradzał im, żeby zamiast 2 lub 3 butelek wina przeciętnego, kupili jedną butelkę wina wybitnego i zrekompensowali to sobie pijąc ją dwa razy dłużej niż tańsze wino. Do mnie ta filozofia życia przemawia. Liczy się podejście. Wino, każdego dnia smakuje inaczej. Z fotografią jest podobnie. Jednego dnia odbieram zdjęcia inaczej, a drugiego inaczej, ale zawsze pozytywnie. I oczywiście, mogę robić zdjęcia lub upamiętniać siebie czy swoich bliskich na zdjęciach szybko, bezrefleksyjnie wypstrykać całą kartę w 3 minuty, czyli zaledwie 1 rundę bokserską licząc na to, że coś z tego wybiorę, ale to trochę tak jak z bokserem, któremu brakuje kondycji na 12 rund i liczy na to, że uda mu się szczęśliwym ciosem zakończyć walkę w pierwszej rundzie. Owszem, takie podejście czasami się sprawdza, ale nie bez powodu Amerykanie mówią lucky punch, czyli cios, który powoduje większy niż pierwotnie zamierzony efekt, a zwycięstwo, przynajmniej w tym momencie, jest przypadkowe.

W fotografii tak samo, można liczyć na łut szczęścia, ale można też przyłożyć się do zdjęć, odrobinę wysilić, przemyśleć kadr, pozy itd. i stworzyć coś ciekawszego niż standardowe zdjęcie, pogardliwie określane przez niektórych jako turystyczne, czyli nie niosące wartości artystycznej czy emocjonalnej, a jedynie dokumentalną. Nie zawsze musi być ładnie, ale koncentracja powinna być obecna. Jeden z moich ulubionych cytatów o winie z fantastycznego winnego filmu „Bezdroża” brzmi: „Kwaśne jak cnota zakonnicy, ale ma skoncentrowany owocowy smak. Nalewaj.” Doceniajmy to. Nie traktujmy zdjęć, a także własnego życia, bo to w nich zawarte jest nasze życie jak taniego wina, którym trzeba się upić.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_06Bohater filmu „Dym” Wayna Wanga, którego grał Harvel Keitel, codziennie przed pracą fotografował róg nowojorskiej ulicy, na której znajdował się sklep z tytoniem, w którym pracował. Robił to metodycznie, codziennie w tym samym miejscu, o tej samej godzinie. Zgromadził ogromną ilość zdjęć. Niby to samo ujęcie, a każde było inne. Były dni słoneczne i pochmurne, dni tygodnia i weekendy, ludzie w t-shirtach i płaszczach przeciwdeszczowych. Jego przyjaciel, Paul, oglądał te zdjęcia pospiesznie wertując strona za stroną kolejny album z pieczołowicie wklejonymi papierowymi prostokątami. W końcu każde zdjęcie było prawie takie samo. Harvel powiedział mu wtedy: „Nigdy tego nie zrozumiesz, jeśli nie zwolnisz. Za szybko oglądasz te zdjęcia.” Jego przyjaciel odparł: „Ale przecież one są takie same.” „Są takie same, ale się różnią” – odpowiedział Keitel.

I to była kwintesencja. Coś, co bardzo do mnie przemówiło.

Żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się szybko, mamy smartfony przyklejone do rąk, biegniemy z jednej pracy do drugiej po to, by ustawić sobie przyszłość, olewamy teraźniejszość, czas przecieka nam przez palce, bo przecież trzeba z czegoś żyć i inne tego typu rzeczy, a nagle orientujemy się, że minęło 30 lat, a my nie przeżyliśmy z tego ani jednego dnia. Przypominamy w tym szalonym pędzie ludzi, którzy chcą się upić, nieważne jakim trunkiem, ważne żeby był jakiś skutek w przyszłości. A skutek jest taki, że budzą się z potwornym bólem głowy, wszystko i tak jest jak było, a oni nie pamiętają nawet wczorajszego dnia, ponieważ nastawili się na pewien efekt w przyszłości.

Pamiętam sesje zdjęciowe, które były wspaniałe nie tylko dlatego, że generowały fajne obrazy rzeczywistości utrwalone na karcie pamięci, ale też dlatego, że były pełne wspaniałych rozmów, żartów, śmiechu, nowych przyjaźni, które przetrwały próbę czasu. Był to czas, podobny do tego, gdy z przyjaciółmi otwieraliśmy nowe nieznane wino, ciekawi jego smaku. Jak mawiał pewien Francuz Philippe Delerm „Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności”. Piwo w tym wypadku możemy spokojnie zamienić na wino. W każdym razie, był to czas, z całą pewnością, warty zapamiętania.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_05I zdjęcia mi o tym przypominają. Niesamowity pisarz, Michel Houellebecq, powiedział „Był taki czas, kiedy mieliście jakieś życie. Z pewnością nie pamiętacie tego bardzo dobrze, ale fotografie to potwierdzają”. Te słowa stały się mottem mojej drugiej książki z wierszami zatytułowanej „Flashback”, która pełna jest fotograficznych odniesień.

Flashback to stan przypominający intoksykację psychodelikami, podróż do alternatywnej rzeczywistości nie będącą bezpośrednim efektem zażycia halucynogenów. Często pojawia się wiele tygodni lub nawet lat od zażycia pewnych substancji. Patogeneza tego stanu nie jest znana, ale pojawia się on niespodziewanie i często jest podobno wynikiem chęci przeżycia takich właśnie doznań.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_07Zdarza mi się mieć fotograficzne flashbacki, które jednak jestem w stanie (a przynajmniej tak mi się wydaje) kontrolować. W pewnym momencie, mam chęć sięgnąć do albumu ze zdjęciami lub folderu na komputerze i przypomnieć sobie tamten czas. Czas, który minął bezpowrotnie, a który dzięki zdjęciom mogę odtworzyć. I nie ma to znaczenia w tym wypadku, czy to zdjęcia zrobione przeze mnie, czy też ja na nich jestem, albo czy zrobił je jeden z moich ulubionych fotografów. Chcę powspominać i dobrze, jeśli mam co. Staram się teraz przykładać do tego większą wagę. Z jednej strony, dlatego że zawodowo zajmuję się fotografią, a z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że pamięć jest bardzo ulotna. W moim obrazkowym życiu jest pewna luka, która obejmuje kilka solidnych lat. Co prawda, robiłem wtedy zdjęcia i dawałem się fotografować, ale było tego zdecydowanie za mało. A od tego czasu tyle się wydarzyło, że pamiętam tamten czas jak przez mgłę, która pojawia się o 3 nad ranem, kiedy jestem przytomny raczej średnio, a ludzi, których wtedy miałem przy sobie, z różnych powodów już nie ma przy mnie, dlatego fajnie jest usiąść i przeżyć to jeszcze raz.

Mieć czas przeszły w teraźniejszości i być podwójnie szczęśliwym, bo praktycznie w tym samym czasie, mogę być tu i tam.

Wam też życzę takich fotograficznych flashbacków bez dodatkowych substancji wspomagających. Zdjęcia zostają, a pamięć bywa zawodna. Ja nie chcę ufać tylko mojej pamięci.

dawid-markiewicz_fotografia_zdjecie_08No chyba, że byłbym Fredem Madisonem z „Zagubionej autostrady” Davida Lyncha, który mówił, że nie lubi aparatów i kamer, ponieważ woli wszystko tak jak pamięta, niekoniecznie tak jak się wydarzyło.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Shares